Merhaba. Reportaże z tomu "Zabójca z miasta moreli" i osobisty słownik turecko-polski
Witold Szabłowski
Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.
2018
Są dwa Stambuły. Pierwszy należy do turystów, pięciogwiazdkowych hoteli i imprezowiczów. Orhan Pamuk szuka w nim źródeł swojej nostalgii, a obwieszeni aparatami Japończycy fotografują każdy jego milimetr. Rocznie przyjeżdża tu ponad dziesięć milionów ludzi z aparatami. Do całej Turcji – ponad trzydzieści. Prawie dziesięć procent tureckiego budżetu pochodzi z ich kieszeni. Ale nie tylko turyści uwielbiają Turcję. W ostatnich latach była rajem dla biznesmenów, których przyciągnął ponad siedmioprocentowy wzrost gospodarczy. I dla polityków, którzy dostrzegają jej próby godzenia Europy i Azji. O tym Stambule i o takiej Turcji wąsaty premier Erdoğan mawia, że jest mostem między Wschodem a Zachodem. Ale prawdziwy most to dzisiaj drugi Stambuł. Żeby go zobaczyć, trzeba zejść z turystycznego deptaka w boczne ulice i wyostrzyć wzrok. Wtedy można dostrzec Afrykańczyków, którzy resztką sił ciągną wózki wyładowane metalem. Chińczyków, którzy gdzieś w piwnicy kroją ogórki do kebabów. Hindusów, którzy sprzedają podróbki perfum i którym wory pod oczami przykleiły się do twarzy na stałe. Znoszą to psie życie, bo marzą o Europie. Wierzą, że nasze bogactwo – a z ich perspektywy Polska też jest superbogatym krajem – jest lekarstwem na ich problemy. Ci ludzie utknęli na moście, o którym mówi turecki premier. Ilu ich tu mieszka – nikt nawet nie próbuje liczyć.
147